Błąd
  • Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów zima15-16 oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.

Menu
A+ A A-

Wtorkowe mecze 2 kolejki - opisy

  • Odsłony: 1213

Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów zima15-16 oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.

Kilka naprawdę ciekawych spotkań obejrzeliśmy podczas wtorkowych zmagań rozpoczynających drugą kolejkę ligową.

Przyjaciele Żubrów – Royal Londyn 2:0 (1:0)

Skromna przystawka - tak można określić w skrócie poziom widowiska, jaki zaserwowali w pierwszym wtorkowym spotkaniu Halowej Superligi Przyjaciele Żubra oraz drużyna Royalu London.

Obie ekipy przystępowały do spotkania z pozycji dość niezręcznej - były to bowiem jedyne drużyny, które po pierwszej kolejce miały najwięcej zer na koncie - zero punktów oraz zero strzelonych bramek. Stawką tego spotkania było więc podwójne przełamanie. W pierwszej kolejce gracze "z Londynu" ulegli nieznacznie doświadczonemu na poziomie ligi szóstek PIS-owi (0:2), natomiast popularne Żubry zostały rozgonione przez ekipę Złotych Arkad (0:7)!

Spotkanie nie obfitowało w składne i liczne akcje bramkowe. Nieznaczną przewagę z gry od początku meczu wykreowały sobie Żubry, dokumentując to w 9 minucie zdobyciem premierowej bramki w tych rozgrywkach. Pierwszym strzelcem po ich stronie został Adam Cichoń. Piłkarze Royalu w tym spotkaniu nastawili się przede wszystkim na próby grania z kontry, jednak nie potrafili przekuć swojej taktyki na zdobycz bramkową. Częstsze bronienie dostępu do bramki skutkuje zwykle szybszym zmęczeniem i to było widoczne po drużynie przegrywającej. Efektem tego była stracona druga bramka na 6 minut przed końcem spotkania, której autorem był asystent przy pierwszym trafieniu - Michał "Jabol" Jakubiec. Wynik już nie uległ zmianie, a więc trzy punkty mogliśmy po spotkaniu dopisać na konto Przyjaciół Żubrów.

Co ciekawe, bliski zdobycia nagrody MVP za to spotkanie był... bramkarz Royalu, który kilkoma interwencjami uchronił swój zespół przed wyższą porażką. Ostatecznie jednak bezpośredni udział 35-letniego Michała Jakubca przy obu bramkach w tym spotkaniu zaważył na decyzji sędziów i to właśnie do niego trafiło wspomniane wyróżnienie.

{gallery}zima15-16{/gallery} 

Fajne Chłopaki – Furnipol 2:7 (0:4)

Druga wtorkowa konfrontacja zapowiadała się bardzo ciekawie. Jeżeli spotkanie Żubrów z Royalem było tylko skromną przystawką, to pojedynek Furnipolu z Fajnymi Chłopakami jawił się jako pełnowartościowy posiłek. Obie ekipy współtworzą gracze bardzo młodzi, można było więc spodziewać się szybkiego, żywego widowiska już od pierwszego gwizdka. I tak też było.

Faworyzowany Furnipol rozpoczął strzelanie w 3 minucie, gdy do bramki Fajnych trafił - ostatecznie wybrany na MVP spotkania - Maciej Swatek. Zaledwie 20-letni zawodnik dołożył do tego trafienia jeszcze jedno oraz zanotował ponadto 2 asysty. Co ciekawe, miał bezpośredni wpływ na trzy z czterech bramek, które zdobył jego zespół w pierwszej połowie (dwa gole i asysta).

Po przerwie spotkanie się nieco wyrównało. Fajni otrząsnęli się z początkowego marazmu i również doszli do głosu, zaczęli zawiązywać coraz groźniejsze ataki, czego efektem były strzelone przez nich dwie bramki. Na jednych z faworytów do zdobycia pucharu - jakimi niewątpliwie są zawodnicy Furnipolu - to jednak było za mało. Podbili oni w drugiej połowie licznik do siedmiu strzelonych bramek i ostatecznie pokonali pierwszego lidera swojej grupy aż 7:2.

UKS Pogoń Herby – Piłka i Sprawiedliwość 2:11 (2:5)

W spotkaniu PIS-u z UKS-em Pogonią Herby obyło się bez niespodzianek i gra należała w tym przypadku do zawodników doświadczonych. Faworyzowany i od lat uczestniczący w rozgrywkach ligowych szóstek PIS nie dał najmniejszych szans Pogoni Herby, rozbijając przeciwnika aż 11:2.

Całe spotkanie było prowadzone pod dyktando Piłki i Sprawiedliwości - zaczęło się szybko, gdyż już w 2 minucie bramkę otwierającą wynik spotkania strzelił Mateusz Przesłański. Tak szybkie objęcie prowadzenia tylko uskrzydliło popularnych "Posłów", którzy pierwszą połówkę kończyli z pięcioma trafieniami. Nie uchronili się oni jednak przed drobnym rozprężeniem jeszcze w pierwszej części spotkania. Strata koncentracji w grze obronnej zakończyła się dwiema bramkami strzelonymi przez graczy Pogoni. Warto przy tej okazji dodać i docenić młodych zawodników UKS-u, którzy mimo wyraźnej przewagi przeciwnika wykazali się sporymi pokładami wolicjonalnymi i póki mieli siły, to ambitnie walczyli o uratowanie wyniku. W skutecznej i konsekwentnej grze przeszkadzało im jednak niewielkie doświadczenie, co rywale skrzętnie wykorzystali. Gracze Pogoni popełnili w spotkaniu za dużo prostych błędów, często tracąc piłkę przy agresywniejszym naporze opozycji.  W drugiej połowie, wraz z rosnącym zmęczeniem przewaga PIS-u była już niepodważalna, czego efektem było aż sześć bramek przy zerowym bilansie strat.

Graczem spotkania został wybrany Mateusz Przesłański - autor trzech goli i trzech asyst.

Gallmet – Cosmos 2:0 (0:0)

Przedostatni wtorkowy mecz rozgrywany był pod patronatem wielkiego znaku zapytania. Nie tylko dlatego, że Cosmos należy do grona zespołów, które mają problem z ustabilizowaniem formy, ale również - a może przede wszystkim - dlatego, że jego rywalem była ekipa Gallmetu, a więc drużyna debiutująca w tych rozgrywkach! Wszyscy obserwatorzy z ciekawością przyglądali się grze nowego teamu i należy przyznać, że ten odwdzięczył się im bardzo dobrą grą.

Chociaż w pierwszej połowie nie padły bramki, to jednak obie drużyny pozostawiły po sobie niezłe wrażenie. Na boisku co rusz mieliśmy do czynienia z zagrożeniem bramkowym po jednej, jak i po drugiej stronie i tylko przez brak chłodnej głowy przy rozegraniu piłki w kluczowym fragmencie boiska (a tym samym brak posłania dokładnego ostatniego podania) nie zobaczyliśmy żadnego gola. Było pewne, że bramki w tym meczu jednak padną i istniało duże prawdopodobieństwo, że drużyna, która strzeli gola jako pierwsza, może ostatecznie wygrać to spotkanie. Tak też się stało.

Jako pierwsi (i jedyni) do siatki piłkę posłali zawodnicy Gallmetu. Uczynił to dokładnie Krystian Kocemba w 20 minucie. 3 minuty później prowadzenie podwyższył Jakub Chwist i stało się jasne, że tego prowadzenia już gracze Gallmetu nie oddadzą. Na nic zdały się heroiczne próby wysokiego wyjścia z bramki Krzysztofa Walęckiego. Jego wsparcie dla graczy ofensywnych Cosmosu ostatecznie nie przyniosło efektu, chociaż trzeba przyznać, że było blisko po jego próbie strzału zza połowy boiska!

Obie ekipy pozostawiły po sobie bardzo dobre wrażenie i chociaż dla Cosmosu była to druga porażka w nowych rozgrywkach, to jednak wydaje się, że dość szybko odbiją początkowe niepowodzenia zdobyczą punktową.

 AZS – Tadex 9:1 (2:0)

Na koniec wtorkowych zmagań prawdziwa uczta. Spotkanie pomiędzy rewelacją pierwszej kolejki - AZS-em Politechnika, a Tadexem. Mecz zapowiadał się o tyle obiecująco, że obie ekipy po pierwszej kolejce okupowały odpowiednio pierwsze oraz drugie miejsce w tabeli. Tadex w pierwszym starciu pokonał niespodziewanie faworyzowany ZIP 5:3, natomiast debiutujący AZS rozprawił się w równie wysokich rozmiarach z dobrze się prezentującym Cosmosem (6:2).

Jak bumerang wraca – okazuje się, że również na poziomie ligi szóstek - temat wpływu jednostki na działania całego zespołu. Czy umiejętności indywidualne są w stanie zapewnić sukces? Wydawałoby się, że w piłce halowej ta teoria miałaby większe racje bytu. Prawdopodobnie jednak innego zdania po spotkaniu z AZS-em będą gracze Tadexu. Przekonali się oni bowiem bardzo boleśnie, że nie o popisy indywidualne chodzi w piłce nożnej niezależnie od jej rodzaju.

AZS wypunktował przeciwnika, wykorzystując fakt, iż Tadex oparł swoją grę ofensywną przede wszystkim na jednym zawodniku – Wiktorze Majewskim. Ich schematyczna i tym samym przewidywalna gra została dość szybko rozczytana przez zawodników beniaminka, dzięki czemu gracze Politechniki niemalże do zera zminimalizowali ryzyko straty bramki.

Forma AZS-u z pierwszego meczu nie okazała się przypadkową. Spotkanie było zacięte, na parkiecie dominowała walka (oczywiście w granicach przepisów) i żaden zawodnik nie zamierzał odpuszczać przeciwnikowi, jednak to gracze Politechniki okazali się wyraźnie skuteczniejsi, gdyż ostatecznie wpakowali swojemu rywalowi aż dziewięć bramek, tracąc przy tym zaledwie jedną! Warto zaznaczyć, że wielką siłą AZS-u jest wyrównana i szeroka kadra. Dokonujące się w trakcie meczu zmiany kompletnie nie miały wpływu na jakość gry tego zespołu oraz na płynność i dynamikę przeprowadzanych ataków. W dodatku grali bardzo mądrze również z taktycznego punktu widzenia.

Po dwóch spotkaniach AZS lideruje w swojej grupie i staje się tym samym cichym faworytem nie tylko swojej grupy, ale w ogóle całych rozgrywek. O tym, czy udźwigną ciężar faworyta przekonamy się już jednak w nowym roku.

MVP meczu został wybrany prze sędziów Łukasz Smolarczyk, autor trzech goli i jednej asysty.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież